drewno 2

drewno 2

Saturday, May 14, 2011

Vegabond Shoes

Start spreading the news, I'm leaving today I want to be a part of it - New York, New York
These vagabond shoes, are longing to stray Right through the very heart of it - New York, New York
I wanna wake up in a city that doesn't sleep And find I'm king of the hill - top of the heap



yeah, this is it :) 


and I DID IT MY WAY (kiedys przypadkowo odkrylam ze spiewa to tez Bajor po polsku)

oraz



I've got you under my skin
I tried so not to give in
I said to myself this affair never will go so well
But why should I try to resist, when baby I know so well
I've got you under my skin


melodie same wybrzmiewaja w glowie


dzis w radio graja Sinatre, bo nie ma go juz 13 lat




Co było, a nie jest i to co dopiero będzie

Wczoraj miałam iść na kolecje do Belgijki, nie wyszło, nie poszłam, została wiązka ziół z ogrodu, wrzuciłam je do rosołu
 przyfrunęła do nas ważka Migotka
 stan mojej kuchni na dziś
 od kilku dni czuję się jak Makłowicz gotujący w terenie. Piec i lodówka sa na porch'u.
Na lodówce wieczorem pojawiają się pasy. Niedźwiedzie powróciły, znowu myszkuja w koszach na śmieci...
Jeden z niewielu normalnych miejsc w naszym starym "being" remontowanym domu (pokój V), choć klamka jak widać jeszcze nie wskoczyła na miejsce.

Friday, May 13, 2011

Srebrne paskudztwo

które mi się spodobało, które kupiłam i w którym chodzę. Czasami sama siebie zadziwiam :)





Dwóch kolegów, dwie koleżanki

Znalezisk część dalsza...

Torebki znalazłam w zupełnie innym czasie, ale w tym samym miejscu (RC):)
MUNDI cowhide pisze na jednej i wchodzę na wiki i dowiaduję się, że cowhide to skóra krowy razem z włosiem, oczywiście nie miałam o tym pojęcia... Torebka włosia nie ma, ale z krówki chyba jest, bo skórzana.
W czarnej słukłam lusterko, szkoda, teraz taka trochę okaleczona.




I te dwa stare śrubokrety, przepiękne drewniane malowane rączki.

Mam jeszcze gdzieś jeden, też z drewnianą rączką, ale naturalną... Czyli tworzy się mała kolekcja






Cytryna

Kiedyś, pamiętam, chyba jeszcze w liceum, miałam takie jabłko (zapewne pozostałość ze śniadania) w szafce z zeszytami, najpierw się skurczyło, potem jakby wyschło, trochę zgniło i stawało się coraz mniejsze i mniejsze i coraz bardziej czarne, normalnie się dematerializowało, przestawało istnieć.
Niestety nie pamiętam co stało się z tym małym wyskurczkiem...
Czy wtedy zaczęła mnie pociągać zgnilizna, proces rozpadu i wizualnego w nim piękna? Być może...

Nie jestem w tym jednak sama.

Mieszkając jeszcze w New York'u wybrałam się na wizytę do MoMA, które czasowo (z powodu remontu budynku) przeniosło się z Manhattan'u na Queens, dokładnie na Long Island City. Nie wiedząc praktycznie co jest wystawiane (lato 2004), ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłam coś naprawdę fantastycznego:

Wystawa nazywała się: Roth Time: A Dieter Roth Retrospective


Ale mnie najbardziej urzekła jego Biodegradable Art - obrazy ze zgnitych bananów, przprawy w okiennych ramach, czekoladowe posągi itp.

Zabawne, że kolekcjonerzy sztuki i wielcy znawcy podobno strasznie się martwią, że te zgnite malowidła kiedyś znikną, co za pech, zależy ile jeszcze ich ta zgnilizna kosztowała, hahha.

Wiele zgnitych, pięknych "przedmiotów" jest też u Gabi









Monday, May 9, 2011

Dzień Matki

Wczoraj obchodziliśmy dzień matki (druga niedziela maja w Kanadzie i USA).

Moje trochę jeszcze maleństwo, a trochę juz dużeństwo podarowało mi dwa śliczne rysunki :) Jestem z niej taka dumna. Jestem szczęśliwa, że moge być mama mojej cudnej córeczki.

Pytanie: po co ma się dzieci?
Odpowiedź: żeby je kochać, dbać o nie, być z nimi zawsze.

Niestety nie zawsze tak jest. Dzieci niechciane, brudne, zaniedbane, odrzucone...
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

Pracownicy pomocy społecznej niestety mają pracę wszędzie. Tutaj też, chociaż ten kraj, jak i sąsiedni nie należą do najuboższych...



Fotografie zaczerpnięte z google images

Film na podstawie powieści Johna Irving'a, który dał mi wiele do myślenia o: nas dorosłych, dzieciach, aborcji, życiowych decyzjach.

Wszystkim mamom życzę przede wszystkim czasu dla własnych pociech, aby mogły dostrzec w nich niesamowite istoty, które wypełniają nasze życie miłością i uśmiechem oraz wielu sił i wytwałości :)




Thursday, May 5, 2011

Wujek F.

Pamiętam go jako człowieka chudego. Zawsze palił i siedział w tym swoim niskim fotelu, na tle ciemno zielonej meblościanki (dokładnie ją pamiętam, bo nikt takiej nie miał, wszyscy mieli drewnopodobne),  na której półkach stała pomalowana przez moją kochaną twórczą ciocię porcelna.
Dzbanek i filiżanki pomalowane w drobne kolorowe kwiatuszki i wypalone gdzieś tam w jakiejś cegielni.

Siedział i oglądał telewizor.

Pamiętam ich zdjęcie ślubne, byli tacy piękni, szczupli, przystojni.

Jakiś podręcznik kwiatów doniczkowych i to że zawsze szło się do niego do ogrodnictwa po kwiatki na urodziny, a tam zapach tych szklarni, ich cieplo, nawet w ciężką zimę i te pracownice w roboczych ubraniach..

Albo to jak robiliśmy wieńce na Wszystkich Świętych i mysz chwyciła sią na szłapkę i mama zrobiła mi bułkę z ohydną maragaryną i to jak farbował suche kwiatki i ta kamienna posadzka  w domu, z  którego pochodził...

Pił. Nie wiem czy ktoś dochodził dlaczego...

Ile to po nas zostaje?, kłębek wspomnień małego dziecka.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...